Większość rozmów o nowej stronie zaczyna się od tego samego pytania: "ile to będzie kosztować?". Zanim padnie odpowiedź, warto ustalić pięć rzeczy, od nich zależy, czy wycena w ogóle ma sens.
- Kto ma wejść na tę stronę i co ma zrobić. Nie "chcę stronę", tylko "chcę, żeby klient zadzwonił" albo "żeby zapisał się na wizytę". Bez tego nie da się zaprojektować niczego, ani układu, ani treści, ani tego, co ma się rzucać w oczy jako pierwsze.
- Czy treść będzie się zmieniać. Cennik raz w roku to co innego niż terminy aktualizowane co tydzień. Pierwsze da się trzymać w kodzie i zmieniać przy okazji poprawek. Drugie potrzebuje panelu do samodzielnej edycji, a to inny zakres pracy, nie kosmetyczna różnica.
- Czy potrzebny jest backend. Formularz kontaktowy wysyłający maila to jedna linijka konfiguracji. Rezerwacje z dostępnością w czasie rzeczywistym, logowanie użytkowników, dane, które muszą przetrwać restart serwera, to już własna baza danych i logika po drugiej stronie. Dokładanie backendu tam, gdzie wystarczy strona statyczna, to niepotrzebny koszt utrzymania na lata.
- Kto będzie hostować. Strona statyczna kosztuje przy hostingu praktycznie zero. Coś z bazą danych i logiką wymaga serwera, który trzeba opłacać i utrzymywać, więc ten koszt wchodzi do rachunku miesięcznego, nie tylko do jednorazowej wyceny.
- Co się stanie, gdy coś się zepsuje. Kto dostaje powiadomienie, gdy formularz przestanie wysyłać maile? Kto robi kopię zapasową bazy danych? Przy prostej stronie statycznej odpowiedź brzmi "nic się nie psuje, bo nie ma czego". Przy systemie z bazą danych ta odpowiedź musi istnieć, zanim się go wdroży.
Najdroższa strona to nie ta z największym budżetem, tylko ta zbudowana pod funkcje, których nikt nigdy nie użył.
Praktyczna konsekwencja: dobra wycena nie zaczyna się od stawki za godzinę, tylko od odpowiedzi na te pięć pytań. Czasem kończy się na tym, że klient dostaje mniej, niż pierwotnie chciał, i to jest dobra wiadomość, bo znaczy, że nie płaci za utrzymanie czegoś, czego jego biznes nie potrzebuje.